fbpx

Wady studiów językowych. Jak zarządzanie firmą może pomóc uczelniom?

Spis treści

Ten wpis opieram na własnych doświadczeniach z lingwistyką stosowaną oraz rozmowach z wykładowcami i znajomymi. Nie znam wszystkich kierunków i uczelni w Polsce.

Skupiam się na problemach z perspektywy studenta i jego drogi po wertepach wydziałów, z naciskiem na lingwistykę.

W chwili pisania tego artykułu tj. początek 2024 wybranie nauczania jako drogi zawodowej oznacza według mnie:

  • dużą pasję*,
  • brak piątej klepki.

Trzeciej opcji nie widzę. Mam nadzieję, że to się zmieni.

*Pasję do wykładanego przedmiotu, niekoniecznie do przekazywania wiedzy.

💻 Nieadekwatny program do rynku pracy, brak odpowiedzi na zmiany

Zarówno w długiej jak i krótkiej perspektywie. Dam Ci dwa przykłady:

  • Wszechobecność narzędzi CAT;
  • Rozwój szeroko pojętej AI.

💻 Narzędzia CAT (więcej o nich tutaj) to obecnie codzienność dla tłumaczy.

Logiczne jest, żeby przedstawiać to studentom jak najszybciej. Szczególnie na kierunkach kształcących przyszłych tłumaczy.

Przez cały licencjat na kierunku kształcącym tłumaczy, nie uświadczyłem ani jednych zajęć, chociażby z Tradosa, najpopularniejszego narzędzia tego typu.

Sam Trados udostępniany jest od 2005 roku. Załóżmy, że od 2010 jest popularny. Nie mówię nawet o nowszych narzędziach, bo tych to ze świecą szukać na uczelni.

Czym jest glosariusz, jak go stworzyć, jak działa pamięć tłumaczeniowa? Różne rodzaje powtórzeń i jak wpływają one na zarobki tłumacza? Zapomnij.

🤔 Na moim kierunku wykładali aktywni zawodowo tłumacze. Czy, któryś pokazał narzędzia jakich używa codziennie swoim studentom? Nie.

Ciekawi mnie jaki czas musi minąć, żeby ktokolwiek wspomniał o AI na studiach językowych poza ciekawostką na boku.

🤮 Nieskuteczna forma weryfikacji wiedzy

Punkt nawiązuje do poprzedniego. Pamiętam jak dziś, kucie na pamięć rzadko używanych, angielskich związków frazeologicznych.

Wcześniej pamiętałem ich ograniczoną ilość. Wiesz, ile pamiętam dzisiaj?

Dokładnie tyle samo.

Liczy się to, że zdałem wejściówki, co nie? Tylko w realnym życiu nie ma wejściówek.

🤔 Jeśli coś nie przekłada się na Twój rozwój zawodowy lub prywatny i nie sprawia Ci radości jest duże prawdopodobieństwo, że marnujesz czas.

Na przykład robienie zakupów, jeśli tego nie lubisz, zawsze kupujesz za dużo, a w tym czasie możesz wyjść na spacer z psem.

Takie wejściówki, takie kucie nie służyło żadnemu celowi. Zarówno pod względem polepszenia umiejętności mówienia ani różnorodności słownictwa.

Oczywiście założenie było takie, żeby studenci zaczęli ich używać. Pojawiły się jednak pewne problemy:

  • kucie kilkudziesięciu związków/fraz itd. na pamięć nie ma najmniejszego sensu
  • forma wejściówek jako sprawdzania wiedzy nie promuje nauki long-term
  • kto, według jakiej reguły dobierał słownictwo?

Wyrażeń nie dobierał nikt, nie uszeregował od najczęściej używanych itd. A można wykorzystać spaced-repetition i w każdej wejściówce zawrzeć te najczęściej używane…

Wyobraź sobie, że obcokrajowiec przyjeżdżający np. do UK (pełna imersja, wszystkie badania potwierdzają, że jest to najlepsza metoda) kuje na blachę związki frazeologiczne.

😣 Czysty absurd, co nie?

Nasz obcokrajowiec poznaje najczęściej używane w jego środowisku słownictwo.

Oczywiście, pracując w ogrodnictwie i odwiedzając raz na rok uniwersytet w Cambridge, nie zabłyśnie wyrażeniami z tamtejszej sfery i rejestru językowego.

Czy musi pamiętać wszystkie wyrażenia, specjalnie na tę okazję? Jak często masz niespotykane sytuacje językowe na co dzień?

Wracając do formy kucia związków frazeologicznych, założenie pewnie brzmiało: niech student ma na przyszłość, niech używa i niech… niech ma.

🤔 Pomijając formę sprawdzania wiedzy, zadam pytanie: po co?

Pojawi się zapewne kontrargument, że od osoby wykształconej, lingwisty, wymaga się więcej. W końcu statystyczny Kowalski nigdy nie mówi na poziomie C2.

Nie odpowiada to jednak na pytanie „po co?”. Odpowiada na pytanie „dlaczego?”.

Zgadzam się, od takich osób trzeba wymagać więcej, mają wyższą pozycję społeczną, wykształcenie i teoretycznie zarobki.

Pojawia się jednak problem.

Uczymy studentów danego zagadnienia, bo tak wypada/trzeba lub tak było zawsze. 

Weryfikujemy to tylko krótkoterminowo, jednocześnie w pełni wiedząc, że nie spełnia to swojego zadania.

🎯 Przypominam, że cel postawiliśmy, aby student pamiętał, używał w przyszłości.

Student w przyszłości nie pamięta i nie używa! Korzysta jedynie z tych, które poznał samemu, i które wielokrotnie (w rozmowie, nie podczas testu) wypowiadał.

Wraca na swoje utarte tory. Inaczej musiałby co tydzień kuć te same informacje, w czym nie widzi sensu.

Możemy wymagać od studenta XYZ, ale rynek i jego sytuacja życiowa szybko to zweryfikuje.

🤷‍♂️ Powyższa forma nauki nie dość, że nie spełniła swojego celu, zmarnowała czas i środki.

Część wykładowców się ze mną zgodziła, a część zarzekała się, że forma kucia na pamięć jest konieczna. 

Na pytanie dlaczego, usłyszałem: tak było, tak wymaga „góra”, to wina studentów.

Moi znajomi studenci w 100% określili takie formy nauki jako bezsensowne.

Wnioski wyciągnij sam.

Kucie związków frazeologicznych to tylko przykład. Pomyśl o przydługich wykładach, robieniu prezentacji i wszystkich zajęciach, po wyjściu, z których już nic nie pamiętałeś.

📚 Brak podstawowych umiejętności, do których „przygotowuje” kierunek

😒 Nikt nie rozmawiał ze mną na studiach o: 

  • codzienności pracy tłumacza, 
  • jego zarobkach, 
  • formie działalności gospodarczej, 
  • trudnościach w pracy lingwisty, 
  • wycenie własnych usług.

Pominę fakt, że zarobki to u tłumaczy temat TABU nawet na grupach „wsparcia” na Facebooku. Komedia.

🤔 Można oczywiście przedstawić argument, że takie rzeczy to na magisterce.

Kategorycznie się nie zgadzam.

Podstawy mają być na początku.

Finanse to podstawa każdego zawodu.

Forma prowadzenia działalności to priorytet.

Wyobraź sobie:

Wstajesz rano, zaczynasz pracę, używasz narzędzi A,B i C, komunikujesz się z przełożonymi/klientem/współpracownikiem, przesyłasz mu materiały, otrzymujesz wypłatę, płacisz podatki i idziesz na emeryturę.

🤔 Brzmi dziwnie jak na jeden dzień, ale masz tu wszystkie zagadnienia, które musisz znać, jeśli chcesz pracować w Polsce.

Musisz wiedzieć:

  • co robisz,
  • czego do tego używasz,
  • jak się komunikujesz z innymi i przesyłasz materiały,
  • jak dostajesz pieniądze (i doprowadzasz je do formy, w której możesz zapłacić w Żabce),
  • jak płacisz państwu,
  • jak zapewniasz sobie byt na emeryturze.

✅ Każdy z tych punktów powinien być elementem listy kontrolnej.

Na moim kierunku miałem tylko po łebkach pokazane co robić tj. sam proces tłumaczenia.

Nie mówię, że było to złe. Nie było całej reszty. Student po takim kierunku wychodzi nieprzygotowany do życia zawodowego.

💰 Za stara kadra, za małe zarobki

Niestety. Problem całej polskiej edukacji. Trzeba też pamiętać, że utrzymanie tytułu np.: profesora wymaga dużo pracy w ciągu roku.

😒 Powstaje tu paradoks:

  • Młode osoby nie wybierają nauczania z powodu niskich zarobków.
  • Osoba z tytułem profesora, nie jest na bieżąco ze zmianami na rynku. Ma za dużo lat i swoich obowiązków.

To oczywiście nie jest wina ani młodych osób, ani profesorów.

Zgodnie z rozporządzeniem ministra nauki pensja profesora wzrosła do 9370 PLN.

Musimy pamiętać, że oznacza to także kilkanaście/dziesiąt godzin wykładów lub zajęć w tygodniu.

Do tego przygotowywanie materiałów, sprawdzanie testów itd.

🤔Średnio to 6,5 godz. pracy dziennie, nie licząc dodatkowych obowiązków.

Ocenę, czy to się opłaca, zostawiam Tobie. 

Nie spotkałem się jednak z żadnym wykładowcą, który pracowałby tylko w jednym miejscu, nie dorabiał na innej uczelni i był zadowolony z pensji.

Spotkałem też niewielu zadowolonych z życia wykładowców. Do rozważenia.

📙 Brak szkoleń w zakresie edukowania uczniów

Co robią codziennie wykładowcy? Uczą studentów.

🤔 Kiedy ostatni raz rozmawiałeś z wykładowcą, który wziął udział w szkoleniu na temat przekazywania wiedzy.

A ile razy wykładowca był na konferencji na bardzo niszowy temat, który interesuje może kilkadziesiąt osób w całym kraju?

Pewnie, przydaje się to do utrzymania statusu wykładowcy i w małym stopniu do jego rozwoju zawodowego. 

Jednak nie do jego codziennych zadań.

Ja mógłbym policzyć takie szkolenia z edukacji na palcach jednej ręki. 

Nawiązujemy tu do punktu poprzedniego. Taka kadra wykładowców nie ma ani możliwości, ani zachęty do takich szkoleń.

Nauka, jak przekazywać wiedzę, skończyła się wraz z ich studiami, lat temu najczęściej kilkanaście. 

Zakładając, że mają jakieś wykształcenie w tej dziedzinie.

😒 Poznałem wielu super wykładowców. Niestety spotkałem się też z ksenofobicznymi odzywkami, czy takimi, które ja wstydziłbym się powiedzieć znajomym w ogródku piwnym.

To również wpływa na młodych ludzi i odciąga ich od kariery wykładowcy/nauczyciela. 

Nie mają żadnych pozytywnych wzorców i widzą ludzi, których nie szanują.

Oczywiście nie chcą potem iść w tym kierunku i uczyć innych. Nie chcą stać się kimś takim.

Nie mówię tutaj, że każdy wykład powinien być dopracowany jak TO wystąpienie Kamila Koziela.

Jednak gdyby wykładowcy obejrzeli to szkolenie i zastosowali w praktyce, wykłady wyglądałyby już dużo lepiej.

Jest to też duży problem u starszej kadry, wychowanej bez Internetu. Nie zdają sobie sprawy, jaki ogrom wiedzy mają na wyciągnięcie ręki.

U większości starszych osób nie stanowi to większego problemu, ale wykładowcy to ostatnia linia przed wypuszczeniem studenta na rynek pracy.

❗ Tacy wykładowcy MUSZĄ w jak najlepszy sposób, na bieżąco i skutecznie kształcić podopiecznych.

No chyba nie zakładamy, że Internet przestanie istnieć. A młode osoby to przecież przyszłość narodu.

Przyszłość, która wchodzi na rynek BEZ wiedzy o fakturach, podatkach, narzędziach, za to z zapasem podręczników, które po kilku latach nadają się jedynie do kominka.

Dlatego wykładowca, który nie umie podłączyć rzutnika, a co dopiero korzystać z narzędzi internetowych NIE MA racji bytu.

🤔 Proponowane rozwiązania:

Uczelnia niewiele różni się od rozbudowanej firmy.

Mamy kierownika wydziału, podległych pod niego pracowników, sprzedających wiedzę klientom. Wedle mojej wiedzy jest to struktura dywizjonalna.

Cechą charakterystyczną struktury dywizjonalnej jest wyodrębnianie w całej organizacji jej niemalże samodzielnych dywizji (wydziałów).

Te mogą być tworzone na podstawie typów produktów, grupy odbiorczej czy regionu produkcji (lub kierunków kształcenia).

Każda z nich ma własnego dyrektora (kierownik wydziału), a następnie pracowników, a dyrektorzy wszystkich segmentów (wydziałów) odpowiadają przed dyrektorem generalnym (rektorem całego uniwersytetu). (par. za tomhrm: link)

📝 Uważam, że w każdej dziedzinie życia można zastosować zasady prowadzenia firmy. Dlatego proponuję:

*Objaśnienia poszczególnych punktów poniżej

Założenia:

  1. odpowiednie finansowanie uczelni
  2. każdy z punktów jest równie ważny
  3. chęci kierowników wydziału do poprawy procesów edukacyjnych (w ogóle spostrzeżenia ich braków, przyznania się w pewien sposób do błędu i winy)
  4. osoba kierująca wydziałem nie musi być habilitowanym doktorem profesorem nadzwyczajnym przedmiotu wykładanego na kierunku. Znacznie lepiej odnalazłaby się tutaj osoba z większym doświadczeniem managerskim/biznesowym niż akademickim.

Objaśnienia:

Punkt 1 zapewnia adekwatność wiedzy do rynku, jasne propozycje wartości dla samego studenta i odpowiednią formę sprawdzania i przekazywania wiedzy.

Niweluje też „wypuszczanie” studentów na szerokie wody wolnego rynku. Wprowadza delikatny proces dodawania do niego wykwalifikowanej siły roboczej.

Zamiast skoku na głęboką wodę, przyjemny zjazd po zjeżdżalni.

Punkt 2 wprowadza strukturę do edukacji i zapewnia lepszą jakość procesu nauczania oraz adekwatność przekazywanej wiedzy do rynku.

Zapewnia również pracownikom pojęcie o ich miejscu w strukturze nauczania i ich współzależności, umożliwiając współpracę.

💡 Punkty 1 i 2 można podsumować słowami Adriana Gorzyckiego, jednego z lepszych przedsiębiorców, jakich obserwuje w social media:

Pamiętaj, by włożyć ogrom wysiłku w zrozumienie swojego klienta i zbudowanie produktu, który lepiej niż inne zaspokoi jego potrzeby.

Regularnie podważaj to, co robisz prostym pytaniem: Czy to zadanie/wiedza wnosi wartość dla moich klientów (studentów)? Nie bądź zajęty. Tylko skuteczny.

Punkt 3, zgodnie z cytatem „You can’t improve what you don’t measure.” przypisanemu Peterowi Druckerowi zapewnia dane do procesu decyzyjnego i spotkań z punktu 2.

Zakładam, że uczelnia w tym momencie korzystałaby również z analiz rynkowych firm zewnętrznych.

Punkt 4 zapewnia uczelniom możliwość szybkiej reakcji na zmiany rynkowe jak również uzupełnienie „braków” swojej kadry do czasów ich rozwiązania.

Jeśli brzmi to dla ciebie, jak schemat w dobrze prowadzonej firmie to masz rację. Tak właśnie powinno to działać.

Przekazywana wiedza i jej forma powinna być stale monitorowana pod względem adekwatności, regularnie poddawana zmianom, wzbogacana o wiedzę ekspertów zewnętrznych i stale analizowana.

🎬 Zakończenie

Analiza problemów studiów językowych ukazuje istotne braki w całym systemie edukacyjnym.

Nieadekwatne programy do potrzeb rynku oraz niskie zaangażowanie w rozwój zawodowy zarówno studentów, jak i kadry wykładowczej, prowadzi do poważnych konsekwencji.

Aby uczelnie mogły sprostać wyzwaniom współczesnego rynku pracy, konieczne jest przewartościowanie podejścia do procesu nauczania.

📝 Uważam, że rozwiązaniem tych problemów mogą być strategie zarządzania firmą.

Precyzyjne określenie oczekiwanych efektów kształcenia, wprowadzenie regularnych i SKUTECZNYCH spotkań kadry, zbieranie feedbacku od studentów i wykładowców, oraz uzupełnienie kadry o specjalistów zewnętrznych, mogą stanowić skuteczną strategię naprawczą.

Poprzez wprowadzenie praktyk zarządzania firmą, uczelnie mogą zapewnić studentom adekwatną wiedzę i umiejętności, które będą miały realną wartość na rynku pracy.

Ciągła adaptacja i zapewnienie wysokiej jakości edukacji powinno być priorytetem każdej instytucji edukacyjnej.

🎯 W końcu jej celem jest SKUTECZNIE przygotować studentów do wyzwań zawodowych, przed którymi staną po opuszczeniu murów uczelni.

© 2021 Akademia Tłumacza